środa, 24 lutego 2010

Coraz częstsze przerwy od próby spisania myśli.

Zapierdziel w szkole. Jak nigdy.
Brak wolnego czasu.

Z powodu zajęć pozaszkolnych. I nauki...


Nie pieprz mi o miłości, skoro sam nie wiesz czym ona jest.

Od jutra zmieniam dietę.
nobody raise their voices,
just another night to mourn to.

niedziela, 21 lutego 2010

Szaro, nudno.
Nienawidzę okresu przejściowego między zimą a wiosną.
Moje buty nie wytrzymują tego błota.

Za dużo wymagam.
Od siebie, od innych.

Nie, piegusków nie będzie.
Innych ciastek też.
Nie mam ochoty na kulinarne wynalazki.

Nadszedł czas nauki.
Nawet nie wiem czego się spodziewać.

Nie stanie się nic złego,
Znasz mnie.
Jestem tu,
Myślę tak.

sobota, 20 lutego 2010

W końcu poszłam na koncert zespołu, do którego kiedyś należałam.
Uznałam, że nie mam nic do stracenia.
A na drugim koncercie nie znalazłabym sobie towarzystwa.

W pewnym sensie było miło, w pewnym niezupełnie.
Niektórzy nadal się do mnie nie odzywają, a ja nawet nie wiem czemu jestem winna.

Możliwe, że znów będę ćwiczyć swój śpiew.
To dobrze.
Tylko żeby zajęcia nie zajmowały mojego całego wolnego czasu.

Nie mam co liczyć na niespodziewane spotkanie...
Bad things
Dead things
Sad things have to happen...

środa, 17 lutego 2010

Z okazji dnia kota, wszystkie mruczki mają ode mnie pozdrowienia.

Jestem zła.
I jeszcze nie odkryłam dlaczego.


Nie wiem jak spędzić najbliższą sobotę.
Mam kilka propozycji i nie wiem co byłoby najlepszym rozwiązaniem.
Pójść na koncert z kolegą, na którym nie wiedziałabym co ze sobą zrobić?
Pojechać za miasto z przyjaciółką na cały weekend?

A może pójść na inny koncert, gdzie spotkałabym znajomych, których nie widziałam 3 lata...

Podobno dostanę jutro jakieś podziękowanie za to, że znalazłam się w pierwszej dziesiątce osób, które zebrały najwięcej pieniędzy na WOŚPie.
Oczywiście ze szkoły, ale to i tak jest dla mnie szokujące.
Może dadzą mi smyczkę, albo coś w tym stylu...


I am a rolling wave without the motion,
A glass of water longing for the ocean...

wtorek, 16 lutego 2010

Ładny spokojny dzień.


Powinnam wziąć się za naukę.
Chociaż za to, co jest przyjemne, albo przyniesie jakieś konkretne korzyści.

Próbuję uciec od niezręcznych rozmów.
Ale one i tak mnie dogonią.

Uśmiechnął się!
Ale ja wciąż czekam na więcej.

Gdyby podał mi dłoń, nie wzięłabym całej ręki. Wzięłabym go całego od razu...
 
I poznasz mnie po tych, co
Wciąż tylko mało i mało...

poniedziałek, 15 lutego 2010

Przyszedł jakiś dziwny melancholijny nastrój...

Uff, nie spieprzyłam.
Może dlatego, że dzisiaj odpuściłam sobie przejmowanie się problemami.
Jednej osobie miałam wyjaśnić, czemu jestem na nią zła.
Innej powiedzieć szczerze, co o niej myślę.
Jeszcze innej delikatnie wytłumaczyć, żeby się ode mnie odwaliła.
Nie zrobiłam nic.

Kolejny dzień będzie trochę luźniejszy. Jestem pewna.

As much as I definitely enjoy solitude
I wouldn't mind perhaps
Spending little time with you.

niedziela, 14 lutego 2010

Sralentynki.
Nic nie dostałam, na nic nie liczyłam.
To nawet i lepiej.

Samotność to jednak najlepszy przyjaciel na chłodne niedziele.

Z powodu braku drugiej kobiety w domu, przeprosiłam się z kuchnią.
Mam nadzieję, że nie będziemy się więcej sprzeczać.

A jutro kolejny szkolny poniedziałek. Boję się.
Boję się wstać jutro rano, w cichym domu, zagubiona wśród pustki i ciemności.
Boje się drogi do szkoły, która może ciągnąć się bez końca.
Boję się reakcji ludzi, którzy ujrzą mnie po dwutygodniowej przerwie.
Boję się, że już pierwszego dnia mogę wszystko spieprzyć.

Punkrock t-shirt, black cap and tatoo,
The first things I noticed about you.

sobota, 13 lutego 2010

Powrót do domu.

Samotna podróż pociągiem.
W pobliżu usiadł pewien chłopak, który wciąż spoglądał w moją stronę.
A ja naprawdę liczyłam, że w końcu do mnie podejdzie.

Dwie godziny, które minęły w mgnieniu oka. Szkoda.

Ogromne zaległości muzyczne.
Radio Euro umiliło mi wieczór transmisją koncertu "Pustek".

I nowa miłość od pierwszego wejrzenia:

Ania Dąbrowska & Kasia Nosowska

Znajomy głos każdy, znajoma twarz
Zna mnie tylko z widzenia,
Jadę sam.

czwartek, 11 lutego 2010

Już pięć dni w mieszkaniu siostry.
A ferie się kończą.

Za niczym nie tęsknie.
Tym bardziej za nikim.
Może tylko za huśtawką, którą uwielbiałam odwiedzać o 19.

Nie chcę wyjeżdżać...
Będzie mi brakowało tego widoku z dziesiątego piętra, wiecznego hałasu dochodzącego z zakorkowanej ulicy.
Kotów, które swoją zabawą nie dają spać w nocy.
Pana Ryszarda, który na rachunku z pizzerii narysował piękny uśmiech i napisał słowo "Dziękuję". Który sprawił, że znów nabrałam chęci do życia. (Szkoda że jest żonaty...)

I znów będę musiała się martwić każdym kolejnym dniem...

Jak dobrze nie widzieć że świat to gumowa piłka,
Która już od dawna ma odkręcony wentyl.

sobota, 6 lutego 2010

Pięciodniowa przerwa od pisania.
Od zastanawiania się nad słowami, które potrafiłyby trafnie określić moje problemy.

A połowa ferii już zmarnowana...

Jutro upragniony wyjazd.
I nie będę się martwiła o innych.
Czas wziąć się za siebie.

Czekam na spotkanie. Na rozmowę. Na cokolwiek...

Does he know what I do?
And you'll pass this on, won't you?